Praktyki Erasmus+ w Rimini, Włochy

Blog Erasmus - Thu, 16/11/2017 - 12:08

Moje dwa słodkie miesiące w Rimini

Chyba nie odkryję Ameryki mówiąc, że założyciele Erasmusa spełnili marzenia kilku tysięcy studentów? Mam szczęście, że jestem wśród nich. Spędziłam cudowne, pełne wrażeń, niezapomnianych chwil i doświadczeń dwa miesiące w położonym nad Adriatykiem miasteczku Rimini. Nigdy nie myślałam o wyjeździe na praktyki. Do biura Erasmusa mojej uczelni przyszłam na początku stycznia 2016 r., żeby zapytać o szczegóły wyjazdu na studia w Neapolu. Ale praktyki?

Jak to się stało

Przemiła koordynatorka widząca moją pasję i chęć podróżowania zapytała, czy nie chciałabym skorzystać z możliwości wyjazdu na praktyki. Nie wiedziałam z czym to się je, ale podekscytowana zaczęłam szukać informacji. Znalezienie miejsca praktyk na własną rękę, zwłaszcza we Włoszech jest bardzo trudne. Zazwyczaj trzeba znać język włoski. Na szczęście znalazłam firmę, w której moja znajoma z uczelni przetarła już szlaki.

Ponte Vecchio w Rimini,
źródło: własne

Zatem rekrutacja była nieco ułatwiona, na pierwszym etapie odbyła się w j. polskim. W firmie Sistema Turismo S.R.L. pracują Włosi, Grecy, Bułgarka oraz Polki. Jedna z nich zajmuje się m.in. rekrutacją praktykantów. Wysłałam swoje CV w języku angielskim oraz krótki list motywacyjny. Bardzo szybko dostałam odpowiedź, że poszukują praktykanta na okres między kwietniem a czerwcem. Wiedziałam, że czerwiec to okres egzaminów, więc zdecydowałam się na kwiecień oraz maj. Wiązało się to jednak z indywidualnym programem nauczania. Potrzebowałam zgody Dyrektora Instytutu oraz Prodziekana. Udało się, chociaż wykładowcy od ćwiczeń nie byli zadowoleni.

Miasto piadiny

Firma Sistema Turismo znajduje się w Rimini, czyli miasteczku położonym w regionie Emilia-Romagna nad morzem Adriatyckim, dokładnie 120 km od Bolonii, a niecałe 30 km od San Marino. Jest miejscem typowo turystycznym dla Niemców, Rosjan, jak i samych Włochów. Pęka w szwach od hoteli, restauracji oraz atrakcji turystycznych. Miasto, w którym urodził się Fellini, zachwyca swym urokiem. Moim ulubionym, szczególnym przysmakiem była piadina, czyli podawany na ciepło cienki placek z pszennej mąki, nadziewany sosem pomidorowym, mięsem, czy grzybami. Obok mojego mieszkania podawali takie już za 3 euro.

Do pracy na rowerze

Dzięki stronie easystanza.it nawiązałam kontakt z bardzo uprzejmym Włochem. Wydawał mi się trochę nachalny, ale to przez to, że bardzo mu zależało na wynajmie mieszkania. W końcu, ponieważ nic innego nie znalazłam, przeszliśmy do konkretów. Miesięcznie wyszło 250 euro, czyli za dwa miesiące 500, płatne na wejściu. Dom oddalony był 8 min na rowerze od centrum, 3,5 km od morza. Do dyspozycji była kuchnia i dwie łazienki. Przemiły właściciel odebrał mnie z dworca, pożyczył rower. Pozwolił mi też przenocować znajomych na kilka dni za drobną opłatą. Niedawno poleciłam to mieszkanie także innej dziewczynie i z tego, co wiem, była zadowolona.

Port w Rimini,
źródło: własne

Wspaniałe miejsce, jeszcze cudowniejsi ludzie

W niewielkim centrum historycznym, do którego zazwyczaj „hotelowi” turyści nie docierają, znajduje biuro, do którego miałam przyjemność chodzić codziennie przez dwa miesiące. Firma „Sistema Turismo” zajmuje się organizacją praktyk i staży dla uczniów szkół średnich, pracowników, nauczycieli i nie tylko, pochodzących z całej Europy. Zarządzają i pomagają zorganizować miejsce praktyki, zakwaterowanie, mają w ofercie także kurs języka włoskiego i wycieczki w zależności od preferencji klienta, zazwyczaj było to San Marino, Ravenna, Wenecja oraz Florencja.

Na samym początku nie było zbyt wiele pracy dla mnie. Biuro ciągle było pełne, ale ja nie wiedziałam nic, więc trudno było mi coś zlecić. W kolejnych dniach dostawałam setki dokumentów do skanowania, miesięczne karty na autobus do opisania z przypięciem zdjęcia, czy przygotowanie sal pod spotkania organizacyjne. Z czasem zostałam przeszkolona do przeprowadzenia krótkiego City Tour po mieście – musiałam odebrać grupę z hotelu, pokazać jej przystanek autobusowy, wytłumaczyć kasowanie biletów i pokazać szczególne miejsca.

Warto dodać, że ja akurat miałam grupy z Polski, więc było mi łatwiej wytłumaczyć im wszystko w języku ojczystym. Ale mieliśmy grupy także z Turcji, Grecji, Anglii oraz Hiszpanii. Wielokrotnie pomagałam tłumaczyć, aby grupa mogła lepiej zrozumieć. Tłumaczyłam też z języka angielskiego na polski opis ciekawych imprez w Rimini w danym miesiącu. W ostatnich tygodniach dostałam też prośbę o wypełnianie dokumentów, co np. w języku portugalskim, czy tureckim było nie lada wyzwaniem. Jednym ze szczególnych zadań, które nie zawsze praktykanci wykonują, była prezentacja uczniów w hotelach lub restauracjach, czyli miejscach ich praktyk. Z moją podstawową znajomością języka włoskiego było to bardzo stresujące, ale zawsze wszystko się udało. Trzeba było zebrać odpowiednie dokumenty oraz przedstawić uczniów i zorganizować ich czas pracy. Najprzyjemniejszą częścią praktyk były weekendowe wyjazdy.

Wenecja, Plac Św. Marka,
źródło: własne

Najprzyjemniejsza część

Jako część Sistema Turismo zostawałam delegowana również do wyjazdów jako koordynator. Do moich zadań należało przekazywanie informacji grupie i dbanie, aby wszyscy byli na miejscu. Musiałam pilnować, aby nikt się nie oddalał, czy po prostu nie zgubił.

Podeszłam odważnie do wyjazdu, bo nie miałam żadnych swoich oszczędności, tylko grant. Niemożliwym było podróżowanie z własnej kieszeni, dlatego bardzo cieszę się z możliwości tych weekendowych wyjazdów. Razem z biurem byliśmy w Ravennie, znanej z grobowca Dantego oraz mozaikarstwa. Bardzo miło wspominam też wyjazd do Florencji. To miasto zrobiło na mnie piorunujące wrażenie, zwłaszcza Katedra Santa Maria del Fiore.

Katedra we Florencji,
źródło: własne

Państwo-miasto San Marino zachwyca widokiem, średniowiecznymi domami, placami i fortyfikacjami. Powyżej grodu, na trzech wierzchołkach góry Titano znajdują się obronne zamki połączone murami. Ale najbardziej rozkoszni byli sklepikarze, którzy w języku polskim zachęcali do zakupów.

Na co dzień

Podczas tych dwóch miesięcy pracy w biurze z ludźmi z różnych państw mieliśmy szansę rozmawiać na różne tematy polityczne, kulturalne. Cały ten okres był dla mnie bardzo wartościowy. Wydawało mi się, że nie ma to nic wspólnego z moim kierunkiem studiów. Jak się ma Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna do sektora turystyczno-organizacyjnego? Może dziennikarstwo, faktycznie. Ale komunikacja? Dowiedziałam się, w jaki sposób należy rozmawiać z klientem, jak się ubierać, jak reprezentować firmę. Nauczyłam się, że nie ma problemu, jest tylko trudna sytuacja, która zawsze ma rozwiązanie. A zdarzyło się wiele takich. Zrozumiałam, jak ważne są relacje pracowników wewnątrz firmy i jak oddziaływują one na zewnątrz, czyli na klientów. Dowiedziałam się, jak dawać wskazówki w prosty sposób i rozmawiać z grupą, czyli dbać o klienta. Wypełnianie dokumentów i skanowanie nauczyło mnie odpowiedzialności i szacunku do osób zajmujących się tzw. papierkową robotą, która wcale łatwa nie jest. A cała mieszanka kulturowa dała mi lekcję tolerancji, szacunku i miłości do inności jaką reprezentuje każdy z nas.

San Marino z grupą Hiszpanów,
źródło: własne

Czy było warto?

Finansowo, 1200 euro wystarczyło mi na loty, mieszkanie, podstawową chemię i wyżywienie. Nie imprezowałam jednak zbyt wiele i nie jadałam w restauracjach. Prowadząc bardzo skromne życie w mieście, gdzie ceny nie należy do najniższych – zwyczajnie dałam radę.

Włochy i Włosi zachwycają ciepłym klimatem, przepysznym jedzeniem, świeżym powietrzem i widokami. Bogata kultura zaskakuje nie tylko architekturą, ale i codziennym zachowaniem Włochów. Uprzejmość, otwartość i szczerość miejscowych pomagała mi przetrwać, bo nie jest łatwo zaaklimatyzować się w obcym kraju, gdzie mówią w obcym języku i nie ma bliskich w pobliżu… Ale gdybym miała możliwość, to chciałabym spróbować swoich szans w pracy jako koordynator Sistema Turismo S.R.L. Do dziś z resztą utrzymuję kontakt z moją wspaniałą tutorką.

Jeszcze się zastanawiasz? Nie masz nad czym! Rekrutuj się już dziś, bo być może szansa na wielką przygodę przeleci Ci wokół nosa!

Karolina Walczowska
kwalczowska@gmail.com
Uniwersytet Papieski im. Jana Pawła II w Krakowie
Kierunek Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna

Artykuł Praktyki Erasmus+ w Rimini, Włochy pochodzi z serwisu Blog Erasmus.

Categories: Blog Erasmus

Erasmus+ w ‘s-Hertogenbosch, Holandia

Blog Erasmus - Sun, 29/10/2017 - 17:27

Już od rozpoczęcia studiów wiedziałam, że program Erasmus+ to coś, z czego chciałabym skorzystać. Pod koniec pierwszego roku, w kwietniu zdecydowałam się wziąć udział w rekrutacji. Jako, że była to rekrutacja dodatkowa, dostępność uczelni, na które można było zaaplikować była ograniczona. Wiedziałam jednak, że chcę wyjechać do Holandii, dlatego też wybrałam trzy uczelnie, na które kwalifikacja była wciąż otwarta. Złożyłam wymagane dokumenty i czekałam na wyniki.

Po kilku tygodniach dostałam informację, że zostałam przyjęta na Avans University of Applied Sciences, który ma swoje siedziby w kilku miastach. Ze względu na kierunek studiów jaki wybrałam (International Sales&Account Management), trafiłam do miejscowości o nazwie ‘s-Hertogenbosch (bardziej znanej jako Den Bosch).

‘s-Hertogenbosch to (jak na Holandię) średniej wielkości miasto w prowincji Brabancja Północna, zlokalizowane 80 km na południe od Amsterdamu. Znajdują się tam 2 duże uniwersytety- HAS oraz ten, na którym byłam ja – Avans.

‘s-Hertogenbosch,
źródło: własne

Uczelnia:

Jeśli chodzi o uczelnię samą w sobie, jest to placówka nastawiona bardziej na praktykę niż teorię. Stosunek wykładowców do studentów jest całkiem inny niż w Polsce. W Holandii wszyscy mówiliśmy sobie po imieniu, niezależnie czy był to młody, czy starszy nauczyciel. Bariera pomiędzy pokoleniami nie jest tu tak odczuwalna, a na zajęciach często można pożartować z wykładowcami. Pomimo panującego stereotypu, iż będąc na wymianie nie trzeba się dużo uczyć, muszę rozwiać wasze wszelkie wątpliwości. W Holandii trzeba się uczyć. Jednak niech to was nie zrazi do tego, by aplikować na jedną z uczelni w tym kraju. Sposób nauczania i sprawdzania wiedzy jest całkiem inny niż w Polsce. Powiedziałabym nawet, że przyjemniejszy. Zamiast siedzieć przy książkach, częściej będziecie przeprowadzać ankiety, kontaktować się z firmami i zbierać dane, aby wykonać jakiś projekt.  Co do egzaminów, to nie polegają one na odpowiedzi na pytania i napisaniu definicji. W Holandii bardzo często są one sformułowane tak, że definicja znajduje się w treści, a naszym zadaniem będzie wyjaśnienie jak użyć tej wiedzy na konkretnym przykładzie.

Amsterdam,
źródło: własne

Koszty:

Jak wiadomo, Holandia nie należy do tanich krajów. Życie jest zdecydowanie droższe niż w Polsce. Za pokój w akademiku płaciłam około 420 euro, co niestety jest wyższą kwotą niż grant przeznaczony dla studentów wyjeżdżających do Holandii. Jeśli chodzi o pozostałe wydatki, spokojnie można się zmieścić w przedziale 200-300 euro miesięcznie.

Transport:

Podstawowym środkiem transportu jest oczywiście rower. Na każdym kroku spotkacie ich tysiące i nie powinno Was to dziwić. Ponad 92% społeczeństwa jeździ rowerem, a co za tym idzie, ma on pierwszeństwo. W mieście można również poruszać się autobusami, jednak przyznam się, że korzystałam z tej opcji  tylko raz. Wszystko jest stosunkowo blisko, więc dacie radę również na piechotę, jednak na dalsze wyprawy po mieście i okolicach polecam jednoślady.
Jeśli chcecie wybrać się do innych miast, korzystajcie z pociągów. Ceny na początku mogą Was nieco zaskoczyć, jednak na grupach na Facebooku znajdziecie dużo ofert, dzięki którym można kupić bilety już za 7 euro (i to w dwie strony!). Cała magia polega na tym, że jeśli kupuje się bilet grupowy (10 osób), to wtedy płaci się o wiele mniej. W ten sposób zaoszczędzicie około 26 euro(w przypadku pociągu do Amsterdamu).

Napis Iamsterdam,
źródło: własne

Rozrywki, podróże:

W mieście nie ma zbyt wielu atrakcji, dlatego w weekendy warto wybierać się na wycieczki po kraju. Koniecznie trzeba odwiedzić Amsterdam, Hagę i Rotterdam. To 3 największe i z pewnością najbardziej urokliwe miasta jakie widziałam. Jeśli chcecie wybrać się w miejsce, gdzie nie spotkacie wielu turystów i gdzie można zachwycać się naturalnym krajobrazem, a przy okazji odpocząć od zgiełku w mieście, polecam wyspę Texel. Znajduje się ona na północy Holandii. Na wyspę dowiezie Was prom (ok. 3 euro w dwie strony). Na miejscu najlepszą z opcji jest wypożyczenie roweru na cały dzień i zwiedzanie wyspy w ten sposób. Widoki są zachwycające, uwierzcie mi.
Aby poczuć prawdziwy klimat Holandii, czyli wszystkim dobrze znane wiatraki, ciekawym miejscem do odwiedzenia jest Zaanse Schaans. Jest to mały ośrodek, w którym poczujecie się jakbyście cofnęli się w czasie. Drewniane domki i urokliwe wiatraki przeniosą Was do Holandii sprzed kilkudziesięciu lat.

Zaanse Schans,
źródło: własne

Wyspa Texel,
źródło: własne

Holandia nie jest dużym krajem, co powoduje, że wyjazdy zagraniczne także wchodzą w grę. Osobiście najlepiej wspominam roadtrip, który razem ze znajomymi zorganizowaliśmy na początku marca (wtedy też jest karnawał Oeteldonk, co oznacza dużo ulicznej zabawy, tańców oraz wolnego od zajęć na uczelni). Wracając do wycieczki – w ciągu 5 dni udało nam się odwiedzić Antwerpię, Brukselę, Strasburg, Frankfurt i Kolonię. Dobrym pomysłem na taką podróż jest wynajęcie auta, ponieważ będzie to kosztowało mniej niż podróże pociągiem i zdecydowanie zapewni większy komfort (poza sytuacją gdy Wasz hotel odwoła rezerwację i będziecie zmuszeni nocować w aucie).

Bruksela,
źródło: własne

Strasburg,
źródło: własne

Koningsdag

Pod koniec kwietnia odbywa się jedno z najważniejszych świąt dla Holendrów, mianowicie Kingsday. Kingsday, znane jako Koningsdag, to po prostu dzień urodzin króla. W tym dniu uczelnie są zamknięte, a my możemy oddać się świętowaniu. Must-have tego dnia to kolor pomarańczowy. Na ulicach można znaleźć pomarańczowe balony i inne ozdoby, a mieszkańcy ubrani są od stóp do głów w kolor ich króla.

Obchody Koningsdag w Eindhoven,
źródło: własne

Oeteldonk

Podczas Oeteldonk, karnawału o którym wspominałam wcześniej, konieczne jest zaopatrzenie się w czerwono-biało-żółty szalik. Są to kolory Den Bosch. Liczcie się z tym, że bez szalika albo naszywek z wizerunkiem żaby, możecie nie zostać wpuszczeni do baru lub klubu.

Parada podczas karnawału,
źródło: własne

Holandia mimo, że jest małym krajem, ma bardzo wiele do zaoferowania. Spędziłam tam pół roku, jednak wiem, że jest jeszcze wiele miejsc, które chciałabym odwiedzić. Nie żałuję swojego wyboru odnośnie miejsca, w którym odbyłam swoją wymianę. Zakochałam się w Holandii i z pewnością chcę tam wrócić. Jeśli zaciekawił Was mój opis, bądź na własnej skórze chcecie zobaczyć jak to jest żyć w kraju tulipanów, gorąco zachęcam Was do aplikowania i gwarantuję, że nie będziecie żałować.

Zapraszam do kontaktu, chętnie odpowiem na wszelkie pytania!
dominika.dobrowolska3@gmail.com

Artykuł Erasmus+ w ‘s-Hertogenbosch, Holandia pochodzi z serwisu Blog Erasmus.

Categories: Blog Erasmus

„Pokolenie Erasmusa” w Pizie, Włochy

Blog Erasmus - Sat, 21/10/2017 - 13:50

Czy kiedykolwiek myśleliście o spędzeniu semestru w słonecznej Toskanii? Piza to urocze
włoskie miasteczko położone na zachodnim wybrzeżu kraju nad rzeką Arno. Jest to miejsce
narodzin renesansu i kolebka rzeźbiarstwa, wszystkim powszechnie znana ze swojego
najsłynniejszego zabytku – Krzywej Wieży.

Piza, jak większość włoskich miasteczek, to zdecydowanie miejsce, w którym nie można się
nudzić. Życie studenckie przenika się z życiem miejskim, co z pewnością sprawia, że można
tam doświadczyć prawdziwego ,,Erasmus Experience”.

Najbardziej charakterystyczne miejsce w Pizie,
źródło: http://www.italia.it/it/idee-di-viaggio/siti-unesco/pisa-e-piazza-dei-miracoli.html

Italia to kraj, który każdemu kojarzy się z dobrym jedzeniem i dobrą zabawą. Do najbardziej
znanych wydarzeń w Pizie należą m.in.: Cantine Aperte oraz Luminara – niezwykłe doroczne
widowisko świetlne odbywające się 16 czerwca. Justyna, która miała okazję wziąć udział w
jednym z takich festiwali, pisze o nim tak:

,,W Pizie zrobiło się tłoczno nie tylko z powodu świetnej pogody, często nawet zbyt upalnej,
ale także ze względu na cieszące się ogromną popularnością lokalne święta. Szóstego czerwca
w mieście zawrzało jak w ulu. Ulicami trudno było się gdziekolwiek przecisnąć pomiędzy
spacerowiczami, mosty były całkowicie zakorkowane, a mury wzdłuż Arno stały się jakby
podwójne – oprócz tych oryginalnych betonowych ogrodzeń powstał niekończący się sznur
ludzi siedzących jedni obok drugich, ramię w ramię. Wszyscy z niecierpliwością wpatrywali
się w rzekę. Całe to poruszenie spowodowane było świętem patrona miasta, które nosi nazwę
Luminara.

Obchody Luminary,
źródło: http://www.bebdadebora-pisa.it/Luminara-di-San-Ranieri-2017.htm

Już na tygodnie przed uroczystością kamienice i zabytki w Pizie zaczęto ozdabiać białymi
konstrukcjami, do których przymocowane były metalowe pręciki uformowane w kółka. Do
owych okrągłych form w wieczór Luminary włożono zapalone świeczki, tysiące malutkich
światełek. Ponieważ białe konstrukcje miały ciekawe i zróżnicowane kształty, przy każdej
kamienicy nieco inne, i zgrabnie oplatały okna, drzwi oraz kolorowe okiennice, widok był
zachwycający. Spektakl tworzyło ponad dziesięć tysięcy płomyków, które delikatnie migotały
na budynkach i odbijały swoje ciepłe światło od nieznacznie falujących wód rzeki Arno.
Oświetlona była również Krzywa Wieża. Obecnie Piza jest chyba jedynym miejscem,
w którym można zobaczyć tak duży obszar miasta rozjaśniony wyłącznie światłem
naturalnym. Tłumy turystów, które obległy mosty i mury wzdłuż rzeki, wyczekiwały północy,
kiedy to zgodnie z tradycją miał się odbyć spektakularny pokaz sztucznych ogni. Fajerwerki
wystrzeliwały z wysepek specjalnie na tę okazję zamontowanych na rzece.”

Luminara,
źródło: http://www.pisahotel.it/news_pisa_it_2516_luminara_san_ranieri_2015.htm

Piza to zdecydowanie idealne miejsce na przeżycie swojego Erasmusa. Jeśli zaciekawił Was
opis Justyny i jej spojrzenie na lokalne tradycje albo po prostu chcecie dowiedzieć się więcej
na temat Erasmusa we Włoszech, mamy dla Was dobrą informację. Już niedługo będziecie
mogli przeczytać całą relację z wyjazdu Justyny.

Pokolenie Erasmusa,
źródło: Justyna Gaworska

Książka jej autorstwa – ,,Pokolenie Erasmusa” ma szansę ukazać już wkrótce, jednak nie uda
się to bez Waszego wsparcia. Organizowana w tym celu akcja crowdfundingowa odbywa się
za pomocą strony polakpotrafi.pl, a do jej zakończenia pozostało kilkanaście dni.
Zaznaczamy, że akcja nie polega na finansowaniu napisania książki, lecz na wsparciu jej wydania. Aby napisana już powieść mogła ujrzeć światło dzienne, Justyna musi uzbierać całą
sumę pieniędzy. Kupując więc książkę w cennie regularnej (30 zł), dostaniecie ją za około 2-3
miesiące, ale tym samym przyczynicie się do powodzenia projektu. Biorąc udział w akcji,
macie również możliwość otrzymania atrakcyjnych gadżetów, takich jak pocztówki, gliniane
talerze we włoskim stylu, czy mobilny internet dla podróżników. Zachęcamy wszystkich do
pomocy, ponieważ nawet niewielki gest może przyczynić się do wydania książki, dzięki
której jeszcze większa ilość osób będzie mogła dowiedzieć się, czym tak naprawdę jest
program Erasmus+.

Więcej informacji o projekcie znajdziecie tutaj, a także na fanpage’u autorki.

Akcja crowdfundingowa na stronie PolakPotrafi.pl,
źródło: Justyna Gaworska

Artykuł „Pokolenie Erasmusa” w Pizie, Włochy pochodzi z serwisu Blog Erasmus.

Categories: Blog Erasmus

Erasmus+ w Lille, Francja

Blog Erasmus - Fri, 13/10/2017 - 10:25

Wyjazd na Erasmusa jest jak wyrzucenie kogoś z jednej rzeczywistości, a wrzucenie do zupełnie innej. W jednej są pewne przyzwyczajania, wszystko ma swój rytm, a w drugiej trzeba wszystko stworzyć od nowa i odnaleźć się w zupełnie innym świecie. Jednak zacznijmy od początku.

Dostałam się na stypendium Erasmus plus na semestr zimowy roku akademickiego 2016/2017 do Francji, a dokładnie do miasta Lille. Wiele osób pytało mnie, dlaczego wybrałam to miejsce. Nigdy nie miałam jednego wymarzonego miasta, gdzie chciałbym spędzić wymianę. Lille wydawało mi się idealne, ponieważ nie jest tak duże jak stolica kraju, ale też nie jest zbyt małe. Istotną kwestią była dla mnie uczelnia. Wiedziałam, że jeżeli decyduje się na wyjazd, to na taką uczelnię, która będzie na stosunkowo wysokim poziomie. Science Po Lille to druga (po Science Po Paris) uczelnia, jeśli chodzi o nauki polityczne we Francji – czułam, że dobrze wybrałam.

Centrum Lille,
źródło: zbiór własny

Po dopełnieniu wszystkich formalności (które pod względem ilości przerażają nie jednego Erasmusa) przyszedł czas na znalezienie zakwaterowania. To było nie lada wyzwanie, zaczęłam poszukiwania mieszkania zdecydowanie za wcześnie – 4 miesiące przed wyjazdem. Nie ukrywam, że przysposobiło mi to bardzo wiele nerwów i emocji. Mieszkanie znalazłam miesiąc przed wyjazdem, po znajomościach. I tutaj mam przestrogę dla wszystkich przyszłych Erasmusów – nie szukajcie mieszkania tak, jak ja zbyt wcześnie, bo stracicie tylko nerwy. Większość moich znajomych znalazła mieszkanie 2 tygodnie przed wyjazdem!

W końcu nadszedł ten dzień. Pożegnanie z bliskimi było dla mnie jednym z najtrudniejszych momentów podczas całego wyjazdu. Cała przerażona i we łzach wsiadłam do samolotu, nie wiedząc zupełnie, co mnie czeka. Leciałam do Belgii, z której musiałam dostać się autobusem do Lille, a następnie do apartamentu (ponieważ do właściwego mieszkania przeprowadzałam się dopiero po tygodniu). Pierwsza część podróży minęła bezproblemowo. Najtrudniejszym wyzwaniem było przedostanie się z dworca do apartamentu. Przyzwyczajona do korzystania z map Google, nagle musiałam poradzić sobie bez Internetu w zupełnie nieznanym mi mieście – pewnie dla niektórych to żaden problem, ale z 25 kg bagażem, pleckami i innymi pakunkami przy wzroście 155 cm, wcale nie było to proste.

Po około godzinie dotarłam do apartamentu (w następnych dniach tę samą trasę pokonywałam już w 20 min). Kilka dni później przeprowadziłam się do właściwego mieszkania. Mieściło się ono w starej fabryce, było bardzo duże, nowoczesne i przestronne. Urządzone tak, że do dzisiaj śmieję się, że na pewno były tam kamery. Dostałam pokój z łazienką – na moje potrzeby wystarczający. Pokój wynajmowałam od małżeństwa typowych Francuzów. Właśnie tak zawsze wyobrażałam sobie francuską rodzinę. Obserwowanie ich było bardzo ciekawe. Tryb życia, jaki prowadzą znacząco różni się od tego, do jakiego przywykłam w Polsce np. pierwszy raz w życiu miałam okazję zobaczyć panią domu sprzątającą mieszkanie w butach na obcasie – myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach!

Klimatyczne uliczki w Lille,
źródło: zbiór własny

Już kolejnego dnia, a 2 dni przed oficjalnym powitaniem wszystkich Erasmusów na uczelni, umówiłam się z częścią osób na integrację. Te pierwsze spotkania dają bardzo dużo – wszyscy są pozywanie nastawieni, zainteresowani Tobą, chcą Cię poznać. To tam znalazłam osoby, które były mi bliskie do samego końca wyjazdu. Gdy następnego dnia szłam na uczelnię, od razu czułam się pewniej, wiedziałam, że już kogoś znam i nie będę całkowicie sama. Myślę, że tutaj warto zatrzymać się trochę dłużej, ponieważ to ludzie sprawiają, jaki jest nasz Erasmus. To z nimi tworzymy wspomnienia. Wszyscy są w takiej samej sytuacji jak Ty, nie znają nikogo, są w nowym miejscu.

Nawiązywanie znajomości postępuje o wiele szybciej niż w „normalnym świecie”. Spodziewałam się, że liczba osób biorąca udział w wymianie to około 50 osób, a było nas dwa razy tyle! Miałam okazję poznać ludzi z całego świata. Z USA, RPA, Ameryki Południowej i każdej części Europy. Spotkałam wielu ciekawych ludzi, trzymałam się w różnych grupkach, które tworzyły się w naturalny sposób. Najbliżej byłam z Iris, która jest z Finlandii i z Meghan, która przejechała z Australii. Same do końca nie wiemy jak to się stało, że dobrałyśmy się właśnie tak, ale przyszło nam to naturalnie. Tworzenie się grup na takich wyjazdach jest czymś automatycznym, jednak ważną kwestią na Erasmusie jest nie zamykanie się na innych ludzi. Bycie otwartym człowiekiem i rozmawianie ze wszystkimi to podstawa.

Przed wejściem do zamku Saint Michel,
źródło: zbiór własny

Dużą częścią wyjazdu na Erasmusa są podróże. Od początku wiedziałam, że będąc na wymianie chce podróżować po Europie. Lille jest w bardzo dobrej lokacji. Jest prawie na granicy z Belgią, można zwiedzić całą Francję, czy nawet popłynąć do Anglii. Na miejscu, w Lille, nic nas nie trzyma, ponieważ większość osób wyjeżdża z miasta na weekendy. Dla ludzi spoza Europy to wspaniała okazja do zwiedzenia naszego kontynentu. Będąc na Erasmusie dużo podróżowałam, ale z dzisiejszej perspektywy chciałabym zobaczyć jeszcze więcej!

Z Lille w 1,5h można dostać się do Brukseli, to idealny pomysł na jednodniową wycieczkę. Wiele osób pokonuję tę trasę każdego dnia, więc bez problemu można pojechać autostopem. Francja jest połączona z Belgią siecią komunikacji kolejowej. Miałam okazję być w Gandawie i Brugii – to drugie miejsce bardzo mnie zauroczyło. Malutkie miasteczko nazywane Wenecja Belgii – chyba więcej nie trzeba dodawać. Uważam, że bardzo dobrym środkiem komunikacji w tamtym rejonie są autobusy –  tanio i komfortowo. Kursują z Francji do Belgii, Holandii czy Anglii. Ja miałam okazję jechać takim do Rotterdamu gdzie, odwiedziłam koleżankę, którą znam jeszcze z czasów szkolnych. Jedną z dalszych wycieczek była podróż do Normandii. To region Francji znajdujący się nad kanałem La Manche. Najsłynniejszym miejscem jest zamek Saint-Michel położony na skalistej wyspie. Śmiało mogę stwierdzić, że to jeden z najładniejszych zamków, jakie kiedykolwiek miałam okazję zobaczyć.

Gandawa,
źródło: zbiór własny

Brugia,
źródło: zbiór własny

Rotterdam,
źródło: zbiór własny

Życie na Erasmusie było dla mnie zupełnie inne niż w Polsce, mimo aktywnego trybu życia w obu krajach. We Francji wszystko było o wiele prostsze. Nie było rozważania za i przeciw, żadnych zbędnych problemów. Tam życie płynęło innym rytmem – spokojnym, bez niepotrzebnego biegu, na wszystko był czas. Oprócz chodzenia do szkoły i podróży, oczywiście było życie codzienne i spędzanie czasu ze znajomymi. Zawsze można było znaleźć kogoś, kto ma ochotę spotkać się w mieście, czy parku. Istotnym aspektem na Erasmusie są imprezy. Okazji do wspólnych wieczornych wyjść było bardzo wiele, oczywiście każde z tych wyjść to osobna historia ;). Czas na Erasmusie zapewniają nam studenckie organizacje np. ESN (Erasmus Student Network). To oni pokazują nam miasto, prowadzą gry integracyjne, zabierają nas na kręgle. Dbają o to abyśmy nie stracili żadnego dnia.

Erasmus to ludzie, podróże, imprezy, ale oczywiście i nauka. Chodziłam na zajęcia do szkoły Science Po Lille. Wszystkie kursy, jakie miałam, były zorganizowane specjalnie dla międzynarodowych studentów. Powadzone były w ciekawy sposób, każdy z wykładowców miał przygotowaną prezentację, którą nam wysyłał, wiec na zajęciach nie było trzeba notować, tylko można było spokojnie słuchać prowadzącego. Moją największą obawą związaną z zajęciami, było to, czy poradzę sobie z językiem angielskim. Tego języka uczę się naprawdę długo. Wiem, że potrafię się komunikować się po angielsku, ale jednak całe zajęcia, wszystkie egzaminy i eseje, to był prawdziwy sprawdzian moich umiejętności. Na szczęście zdany pozytywnie.

Erasmusem być!
źródło: zbiór własny

Pobyt na Erasmusie minął w mgnieniu oka. Nim zorientowałam się, był już grudzień. Nadeszły zaliczenia, ostatnie wolne dni we Francji i powrót do domu. Pożegnania były smutne, chociaż miały one słodko-gorzki smak. Coś się kończy, ale wracamy do domu, za którym tak bardzo tęskniliśmy. Wraz ze znajomymi mówiliśmy, że tak naprawdę z nikim się nie żegnamy, bo będziemy odwiedzać siebie nawzajem. Powrót z wymiany jest jak zderzenie się z rzeczywistością. Wszystko stało się bardzo szybko i boleśnie. Powrót do domu, na uczelnię, do rodziny i znajomych. Pamiętam, że przez kilka dni nie mogłam przywyknąć do „starego” życia, mimo, że będąc na wymianie bardzo za nim tęskniłam. Z dzisiejszej perspektywy, Erasmus był dla mnie czymś nierealnym. Nie mogę uwierzyć, że mieszkałam w innym kraju tyle czasu. Odkąd wróciłam, mówię każdemu, kto mnie tylko pyta, „jedź, nie masz nic do stracenia, możesz tylko zyskać”.

O moim wyjedzie mogłabym mówić godzinami, każdy dzień to osobna historia, ale co najważniejsze: to Erasmus nauczył mnie, że nie ma sytuacji bez wyjścia, pozwolił jeszcze lepiej poznać siebie samą, podszkolił mój angielski oraz pozwolił spotkać niesamowitych ludzi. To na pewno jedna z przygód mojego życia, która z czystym sumieniem mogę polecić każdemu.

Adrianna Majcherska

adamajcherska@gmail.com

Artykuł Erasmus+ w Lille, Francja pochodzi z serwisu Blog Erasmus.

Categories: Blog Erasmus